piątek, 18 maja 2012
SAL drzewa [4]
Jak powiedziałam tak zrobiłam. Wyjęłam las z szuflady, zdmuchnęłam warstwę kurzu :P, złapałam za igłę i zaczęłam machać :) Machałam i machałam.. aż uznałam, że na dziś wystarczy :P Z tego machania powstała spora część kolejnego drzewa i suma sumarum jestem zadowolona. Dziękuję Wam za słowa otuchy :)
Dalsze krzyżyki zamierzam postawić w samochodzie bo przede mną dzisiaj duża trasa :) Jedziemy z Lubym na kilka dni do domu, stęskniliśmy się. Przy okazji zabiorę z sobą w drodze powrotnej wszystkie hafcikowe akcesoria, których ostatnio nie wzięłam i bardzo tego żałuję :P Na szczęście mam okazję naprawić ten błąd, cieszę się ogromnie :)
środa, 16 maja 2012
Słów prawdy kilka..
Krótko powiem. Twórczość moja krzyżykowa jak i również blog ten nieszczęsny, wspólnie razem osiągnęli szczyty nizin i tego mam pełną świadomość. Tłumaczyć i przepraszać nie będę bo każda chyba (no albo chociaż prawie każda) blogowiczka raz przynajmniej z taką niemocą i takim zastojem się spotkała. Myśli w tym czasie miałam różne.. przez głowę przeszło mi nawet żeby bloga zawiesić, zamknąć albo! Ale szybko się opamiętałam! Jednak muszę się przyznać, że ostatnie krzyżyki spod mojej igły wyłoniły się 25-go marca.. od tego czasu posucha :( A igłę miałam w ręku raz, kiedy to przyszło mi gacie zacerować bo w szwie pękły :P Jednak po blisko dwóch miesiącach hafcikowego nic-nie-robienia postanawiam iż się zawezmę i się poprawię :P W tym celu dziś uroczyście wyjmuję z szuflady zakurzony prawie SAL drzewkowy i od jutra (bo przecież dziś noc już czarna) ruszam pełną parą! Taki jest plan. I tego planu trzymam się przynajmniej na razie. Z tym postanowieniem idę spać dzisiaj :)
poniedziałek, 09 kwietnia 2012
Śmigus - Dyngus
Panieneczka mała rano dzisiaj wstała: Śmigus! śmigus! dyngus! dyngus! Bo się wody bała. Panieneczka mała w kątek się schowała: Śmigus! śmigus... Panieneczka mała sukienkę zmaczała: Śmigus! śmigus... Choć się wody bała. (fragment piosenki "Śmigus" - sł. M. Konopnicka) Wszystkim tu zaglądającym pragnę złożyć życzenia spokojnych Świąt Wielkanocnych oraz mokrego Dyngusa :)
niedziela, 25 marca 2012
Kochamy spacery!
Wiosna. Na szczęście nie tylko ta kalendarzowa, ale również ta prawdziwa - za oknem. I od razu jakby mi lat ubyło! I kilogramów! :) Jest cudnie!! Jest słonecznie, lekko wietrznie.. idealnie by pranie za domem wywiesić! :) I wreszcie jest czas spacerów, tych długich i dalekich.. tych moich ulubionych! Kiedy to ładujemy z Lubym do plecaka kanapki i termos z herbatą i wychodzimy.. na długie godziny. Łazimy wszędzie.. łazimy tak długo aż nas nogi nie zabolą! A kiedy już nas zabolą to znajdujemy ławkę.. albo chociaż polanki kawałek.. zjadamy te nasze kanapki, łapiemy promienie słońca, wypijamy łyk herbaty.. i wracamy powoli do domu, spacerkiem :)
niedziela, 18 marca 2012
SAL drzewa [3]
„Był to fikcyjny las, z którego nigdy nie chciałbym wyjść. Ale ponieważ życie jest okrutne, tak dla państwa, jak i dla mnie- oto tu jestem.”
- Umberto Eco (z książki "Sześć przechadzek po lesie fikcji")
W moim SALowym lesie staram się spędzać jak najwięcej czasu. To mnie uspokaja, relaksuje.. Lubię to! :)
czwartek, 15 marca 2012
Mulina już jest! ;)
Niedawno pisałam, że nie mam tu mulin, prawda? Otóż już mam! Wypatrzyłam je tu w sklepie a Luby widząc jak oczka mi się zaświeciły - kupił ;) Kochany On! Teraz już nie powiem, że nie mam ;)
sobota, 10 marca 2012
SAL drzewa [2]
Oj dawno mnie tu nie było.. W tym czasie mój SALowy las rósł powoli. Pewnie jesteście rozczarowani tym faktem bo wydawałoby się, że po miesiącu haftowania efekt powinien być co najmniej porażający :P No ale nie jest.. i zwalmy to najlepiej na brak czasu jaki w przeciągu tego ostatniego miesiąca mi towarzyszył.. Najpierw to całe pakowanie, potem wyjazd i co jasna - rozpakowywanie i organizacja ;P Potem takie ogólne zaaklimatyzowanie się, oswojenie z nowym otoczeniem, przestawienie się chociażby językowo .. to wszystko totalnie pochłania! Ale teraz już jest ok :) Teraz już z górki. A skoro tak to mam nadzieję też częściej się pojawiać tutaj ;) Nie zawsze z krzyżykami, niestety - od razu uprzedzam! Bo wiedzieć musicie że ja zabrałam z sobą tylko ten SAL.. :( Jeden kolor muliny i jeden kawał kanwy. Bo las ten był i jest dla mnie priorytetem w tej chwili.. musi być ukończony do lipca najpóźniej ;P Cały mulinowo-robótkowy majdan został w Łodzi. Niestety. Został dlatego, że po pierwsze zajmował sporo miejsca bagażowego, a my i tak byliśmy ponapychani w te walizy na maksa, a po drugie, skoro uznałam, że SAL to priorytet to nie chciałam brać innych robótek coby mnie nie kusiły :P Teraz trochę żałuję bo może jakiś przerywnik by się przydał... ale trudno, dowiozę sobie wszystko przy najbliższej okazji :P Tymczasem całą swoją uwagę skupię na lesie, który na dziś wygląda tak ;)
He, a przy okazji pokażę Wam inne drzewa, które spotkałam tu podczas spaceru.. mnie rozwaliły, może więc i Wam się spodobają ;)
wtorek, 07 lutego 2012
Koniec!! (zapraszam na SAL)
.. tego obijania się oczywiście! :P :) Robótkowego obijania! Po tym jak spakowaliśmy wszystkie rzeczy i wyprowadziliśmy się ze starego mieszkania, nie miałam ani czasu ani właściwie siły na żadne robótki. Ale teraz, kiedy sytuacja jest już w zasadzie wyklarowana (do Danii wyjeżdżamy za tydzień lub dwa) a my już jesteśmy praktycznie spakowani.. zatęskniłam za igłą :) No i rozpoczęłam poszukiwania wzoru "odpowiedniego na teraz".. I znalazłam idealny! Razem z dziewczynami z facebooka skrzyknęłyśmy się i umówiłyśmy na SAL drzewkowy! Jeśli ktoś miałby ochotę do nas dołączyć to oczywiście serdecznie zapraszam!! :)
Wzór jest projektu Renato Parolin i nazywa się "Il Bosco Di Bengtsson". Wymiary jego to 101x540 krzyżyków.
Szacowane wymiary mojego obrazu po zakończeniu to ok. 19x90 cm. A zakończenie planuję najpóźniej z końcem lipca ;) Na razie haftuje mi się świetnie :)
niedziela, 22 stycznia 2012
Bezy.. i gołąb
.. dawno miałam ochotę je zrobić, ale tyle się naczytałam o tym jakie są trudne i "niewdzięczne" że w końcu ciągle je odkładałam na "innym razem". A teraz, kiedy to wkrótce przyjdzie mi się pożegnać z piekarnikiem, staram się wykorzystać go na maksa! No i na bezy przyszedł czas! Ubiłam białka.. elegancko na blasze piankowe ciapciaki umieściłam (a bo szprycy odpowiedniej nie mam) i siup - do pieca :) Oczywiście, fotorelacja:
Jakie wyszły? Niestety nie tak śnieżnobiałe jak te z naszych cukierni.. Jednak w smaku - chrupiące, rozpływające się, słodziutkie. Z delikatną skorupką. Pyszne :) I wcale nie są takie "niewdzięczne", a już na pewno nie trudne! Ubić białko potrafi każde z nas!! Potem tylko trzeba uzbroić się w cierpliwość bo bezy suszą się w piekarniku naprawdę długo.. ale myślę, że są warte czekania! :) Ech, a u nas wciąż "wyprowadzkowo". Dziękuję Wam za życzenia powodzenia :) Z pakowaniem to już zdecydowana końcówka. Mieszkamy jeszcze do końca miesiąca.. Na szczęście bałagan związany z pakowaniem i porządkowaniem całego naszego dorobku opanowaliśmy :) Teraz pozostaje nam tylko zawieźć Trusię do tymczasowych opiekunów (na szczęście to bliska rodzina więc się nie martwimy za bardzo).. no i oficjalnie już będzie można otworzyć nowy rozdział.. Trochę się denerwuję, mam nadzieję że wykonujemy właściwy ruch i że jakoś nam się poukłada.. Po Trusię wracamy jak szybko się da - każda nasza rozłąka nas boli.. :( Jak tylko ogarniemy się w nowym miejscu, zorganizujemy.. natychmiast chcemy ją zabrać z powrotem do siebie!! Chociaż niektórzy uważają, że wywożenie królika za granicę to nie jest dobry pomysł.. Ja jednak nie wyobrażam sobie żeby Trusi nie było z nami.. nie wiadomo ile jej zostało jeszcze dni, miesięcy, lat.. nie wyobrażam sobie żeby miało nas przy niej nie być! I koniec kropka :P :) Ale to takie moje małe, osobiste uzewnętrznienie.. Biegam teraz z aparatem i staram się uwiecznić etapy tego całego pakowania i opróżniania.. Fotografuję wszystko. Pudła, ściany, meble.. widok z okna.. wszystko! Spędziliśmy w tym mieszkaniu prawie 5 lat.. mnóstwo wspomnień, małych i większych chwil radosnych i czasem smutnych.. jak to w życiu. Trochę żal odchodzić.. Zdjęcia pozwolą mi czasem w przyszłości wrócić do tego miejsca.. :) Wczoraj zawitał do nas gołąb.. pewnie jeden z tych, które latem się wykluły na balkonie obok :P Przylatują teraz czasem i siadają nam na barierce.. do niedawna przeganialiśmy bo przecież sprzątania po gołębiach co nie miara! .. ale ostatnio im odpuszczamy ;) Skoro chcą się pożegnać.. :) No i mamy takiego właśnie jednego - ulubionego. Nie wiem jak to się stało, że od wakacji nie nadaliśmy mu jeszcze imienia, hehe :P W ogóle się nas nie boi.. możemy podejść do niego naprawdę blisko a on wciąż siedzi.. nie płoszy się i nie ucieka. Chyba chcę wierzyć, że on naprawdę chce się pożegnać.. ;)
Wiem co myślicie - gołąb jak gołąb.. i pewnie macie rację ;) Nie jest ani wyjątkowo urodziwy (o ile w ogóle można mówić o urodzie w kontekście gołębi :P) ani jakoś szczególnie nadzwyczajny.. ot, zwykły taki szary ptaszor zostawiający wizytówki w postaci wiadomo czego ;) Ale jestem pewna, że za jakiś czas na wspomnienie o nim będę się pod nosem uśmiechała :) Tak jak teraz uśmiecham się na wspomnienie kota, który odwiedzał nasz balkon w naszym poprzednim mieszkaniu :P Nawet gdzieś go mam na zdjęciu.. wtedy jeszcze telefonem go uwieczniałam :) Ha.. i właśnie sobie uświadomiłam, że my właściwie zawsze mieliśmy balkonowych gości! .. Może jednak dobrzy z nas ludzie są, skoro zwierzęta tak do nas lgną..? ;) Hihi, a to znowu taka moja osobista dygresja ;P No a robótkowo niestety nadal nic się u mnie nie dzieje.. Zakładka, którą zaczęłam na początku miesiąca (roku) leży sobie niedokończona w pudełku i czeka.. Ale chyba trochę poczeka, bo tak naprawdę straciłam całe uczucie do niej. Nie wiem.. odpłynęło. Jestem pewna, że wróci.. ale nie wiem czy prędko :P Czuję, że pospieszyłam się z wyborem tego haftu.. choć jest mały to wcale nie znaczy że jest łatwy i szybciutki. Jest mnóstwo pół krzyżyków, ćwierć krzyżyków i niezliczona ilość morderczych backstitch'y które skutecznie mnie odstraszyły. Do tego kolory, które dobrałam wcale mi się nie podobają.. No cóż, może to po prostu nie jest dobry moment na haftowanki..? Chociaż oczywiście moje wszystkie mulinki i kanwy i wszelkie niezbędne akcesoria mam wciąż pod ręką! A także całą głowę pomysłów i kilka wydrukowanych wzorów :P Kiedy natomiast będę miała chwilę na to by złapać za igłę..? Tego to nawet najstarsi górale chyba nie wiedzą... ;)
sobota, 07 stycznia 2012
Wpis :P
Haftowankowo leżę. No ładnie mi się ten rok zaczął, nie ma co! :P Złapałam za igłę kilka dni temu co prawda i nawet postawiłam kilka krzyżyków.. ale szybko robótkę odłożyłam.. i pewnie nieprędko znów ją złapię :( A to za sprawą wielkich zmian połączonych z wielkimi decyzjami.. Na początek - wyprowadzka. Tak tak, rezygnujemy z mieszkania, pakujemy się i kończymy pewien etap w życiu. Czas na zmiany i kroki naprzód! W związku z tym od kilku dni toniemy zagraceni w pudłach, worach i gratach wszelakich ;) Robimy porządki, segregację na rzeczy zbędne i niezbędne.. a także (przede wszystkim) - totalną minimalizację! :) Czyli wszystko to, czego nie używamy, nie nosimy i o czym dawno zapomnieliśmy że mamy - wynocha! Koniec chomikowania :) Ciekawe tylko jak długo w takim postanowieniu wytrwamy hihi ;) Póki co, idzie nam całkiem nieźle.. i oby tak dalej ;) Mimo powyższego jednak, nie zamierzam zaprzestać pojawiania się tu, uspokajam :) Jednak zmaleć może częstotliwość.. zobaczymy! :)
A docelowo ma być uroczą zakładką do książki ;P I pewnie będzie! .. tylko nie wiadomo kiedy heh.. Tymczasem, w związku z tymi wspomnianymi porządkami, wygrzebałam z piwnicy ogromny wór z włóczkami... (na zdjęciach tylko część zawartości tego wora)
... prawdziwy skarb dla kogoś kto robi na drutach albo na szydełku! :) Przeróżne kolorowe nitki, niteczki i kłębuszki.. i co z tym zrobić? Oddać komuś, kto zrobi z nich użytek oczywiście! :D No i dziś właśnie oddałam :) Spotkałam się z Karoliną, która to chętnie włóczki przygarnęła i obiecała przetworzyć wraz z dzieciakami w przedszkolu :D No i bomba! Jestem pewna, że powstaną piękne brochy albo równie fajne szydełkowe stwory :D Ja przy okazji zostałam obdarowana przepiękną broszką (ach, uwielbiam takie rzeczy!!) i czekoladą, na którą Luby od południa zerka podejrzanym wzrokiem ;)
Ech, niestety ponieważ u mnie w domu chwilowy sajgon i pobojowisko, nie mogłam zaprosić Karoliny do siebie na kawę czy herbatę.. :( Biedna nie przedarłaby się przez szereg kartonów stojących w przedpokoju hihi :P Posiedziałyśmy zatem w jej Pluszowozie (tak tak, Pluszowozie hihi) i pogadałyśmy.. Wreszcie też mogłam zobaczyć to cudo na żywo (bo do tej pory to tylko na zdjęciach..). I mówię Wam - czapki z głów przed tą szaloną kobietą! Wydziergała sobie takie siedzenia.. ale TAKIE siedzenia, że aż miło :) Od razu widać, że to auto rękodzielniczki :D Zresztą, co ja będę gadać - pokażę Wam zdjęcia :P Zapożyczyłam je z blogu Karoliny.. i mam nadzieję, że nie będzie mi miała tego za złe heh :P Tadaam.. a oto i on - Pluszowóz: |
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Hafciki
Inne..
Kulinarnie
Scrapki
Anna Nowak | Utwórz swoją wizytówkę
MOŻĘ LOS SIĘ UŚMIECHNIE DO KAPCI:
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||